Kto z nas nie lubi promocji? Niższe ceny w sklepie, tańsza benzyna na stacji, super oferta na nowy telewizor… Intuicyjnie wydaje się, że niższe ceny to dobra wiadomość. Nasze pieniądze zamiast tracić, zyskują na wartości, możemy kupić więcej za tę samą kwotę. Brzmi jak ekonomiczny raj, prawda? Niestety, w świecie ekonomii nic nie jest tak proste, jak się wydaje. Za tą pozorną sielanką może kryć się jedno z największych zagrożeń dla stabilności ekonomicznej – deflacja. Zjawisko cichsze, rzadziej występujące i mniej medialne niż inflacja, ale dla wielu ekonomistów znacznie bardziej przerażające. Dlaczego? w tym artykule pokazać mechanizmy, które sprawiają, że taniej nie zawsze znaczy lepiej.
Czym właściwie jest deflacja?
Deflacja oznacza zjawisko ogólnego i trwałego spadku cen towarów i usług w całej gospodarce. Jeden tani telewizor czy niższe ceny jabłek na jesieni nie oznaczają jeszcze deflacji. Mówimy o sytuacji, gdy większość produktów i usług staje się systematycznie tańsza przez dłuższy czas. To przeciwieństwo inflacji, którą znamy z ostatnich lat, gdy pieniądze traciły na wartości z miesiąca na miesiąc.
O tym, jak uchronić się przed inflacją, pisaliśmy również na naszym Magazynie. Jeśli interesuje Cię, jak budować portfel odporny na wahania rynkowe zarówno w czasach inflacji, jak i deflacji, zajrzyj na Portu.pl, gdzie znajdziesz proste i nowoczesne rozwiązania inwestycyjne dopasowane do Twoich celów.
Deflacja może mieć kilka źródeł. Czasem wynika z gwałtownego spadku popytu – ludzie po prostu przestają kupować. Innym razem może być efektem nadprodukcji, gdy firmy produkują więcej, niż rynek jest w stanie wchłonąć, a następnie zmuszone są do obniżania cen. Rzadziej, ale zdarza się, że deflacja jest wynikiem pozytywnych zmian w gospodarce – przede wszystkim rosnącej produktywności, postępu technologicznego lub spadku kosztów produkcji. W takim przypadku ceny spadają, ponieważ firmy potrafią produkować więcej, lepiej i taniej. W ostatnim przypadku mówimy o tzw. „dobrej deflacji ”.
Ważne jest, aby nie mylić deflacji z dezinflacją. Dezinflacja to sytuacja, w której inflacja nadal występuje, ale tempo jej wzrostu spada. Ceny wciąż rosną, ale wolniej. Deflacja to natomiast spadek cen, czyli ujemna inflacja. Różnica jest fundamentalna.
Pułapka deflacji
Teraz przejdźmy do sedna problemu. Dlaczego spadek cen, który wydaje się korzystny dla konsumenta, może być dla gospodarki jak trucizna? To kwestia oczekiwań i zachowań.
Wyobraź sobie, że planujesz wymienić swój laptop na nowszy model. Cena dziś wynosi 5000 złotych, ale skoro sprzęt tanieje z miesiąca na miesiąc, to… zaczekasz. Za kwartał może kosztować 4500, a za pół roku 4000 zł. Poczekasz na niższe ceny, aby zaoszczędzić. Tak właśnie działa mechanizm odkładania konsumpcji w warunkach deflacji. Skoro jutro będzie taniej, to po co kupować dzisiaj? To z pozoru racjonalne myślenie pojedynczych osób, staje się katastrofalne w skali całej gospodarki. Firmy w takim środowisku notują spadki sprzedaży, zaczynają ciąć koszty, zwalniać pracowników, zamrażać inwestycje. Zyski maleją, a z nimi wynagrodzenia. Konsumenci mają jeszcze mniej pieniędzy i jeszcze większą motywację, by czekać z zakupami.
To właśnie spirala deflacyjna – błędne koło, które trudno zatrzymać. Deflacja zniechęca do wydawania pieniędzy, zabija inwestycje i prowadzi do stagnacji. Dodatkowo, sprawia, że wartość długu realnie rośnie, bo skoro pieniądz zyskuje na wartości, to spłata kredytu zaciągniętego np. 2 lata temu jest dziś trudniejsza do udźwignięcia. Jest to szczególnie niekorzystne dla przedsiębiorstw i państw.
Być może myślisz, że skoro nie masz długów i Twoje stanowisko jest bezpieczne, deflacja to dla Ciebie szansa. Nic bardziej mylnego – spadek ogólnego popytu i spiralny wzrost bezrobocia dotknie każdego, prędzej czy później, niezależnie od indywidualnej sytuacji.
Echo przeszłości
Nie trzeba szukać hipotetycznych przykładów, by zobaczyć skutki deflacji. Wystarczy spojrzeć na historię, aby dostrzec bolesne przykłady tego, jak deflacja negatywnie wpływa na gospodarkę i społeczeństwo.
Japonia i „stracone dekady”
Po pęknięciu bańki spekulacyjnej na rynku nieruchomości i giełdzie na przełomie lat 80 i 90.., Japonia popadła długotrwałą stagnację. Ceny spadały przez lata. Firmy nie inwestowały, konsumenci ograniczali wydatki, a państwo pompowały kolejne miliardy w gospodarkę, aby pobudzić wzrost. Bezskutecznie. Przez ponad 20 lat japońska gospodarka funkcjonowała jak pacjent pod kroplówką – żywa, ale bez energii.
Młodzi Japończycy rozpoczynający karierę zawodową w latach 90. mocno odczuli skutki kryzysu gospodarczego. Wielu z nich miało problem ze zdobyciem stałej pracy i zbudowaniem stabilnej ścieżki zawodowej, przez co zaczęli być określani mianem „straconego pokolenia”.
Mimo ogromnych wysiłków rządu i banku centralnego, kraj ten wpadł w pułapkę deflacyjną i borykał się z tzw. „straconymi dekadami”. Oficjalnie mówi się o zakończeniu tego okresu, jednak jego skutki odczuwalne są do dziś, a japońska gospodarka wciąż zmaga się z dużymi wyzwaniami.
Wielki Kryzys lat 30. XX wieku w Stanach Zjednoczonych.
Po krachu giełdowym w 1929 roku Stany Zjednoczone doświadczyły dramatycznej deflacji – ceny w kilka lat spadły o ponad 25%, a produkcja przemysłowa załamała się. Wartość pieniądza rosła, ale nie była to dobra wiadomość. Dla zadłużonych rolników, firm i zwykłych obywateli oznaczało to dramat – ich przychody zmalały, a realna wartość długów rosła, prowadząc do masowych bankructw i fali przejęć majątków.
Deflacja pogłębiła bezrobocie, które sięgnęło 25%. Gospodarka zamarła, a społeczeństwo pogrążyło się w biedzie i pesymizmie. Kolejki po chleb, prowizoryczne osiedla bezdomnych i masowe protesty stały się symbolem tych czasów.
A co z Polską?
Choć deflacja kojarzy się głównie z dramatycznymi przykładami z historii, również Polska miała z nią do czynienia – i to całkiem niedawno. W latach 2014–2016 ceny konsumpcyjne w naszym kraju systematycznie spadały, a inflacja przez wiele miesięcy utrzymywała się poniżej zera. Był to pierwszy taki okres od czasu transformacji gospodarczej po 1989 roku, choć warto podkreślić, że okres ten był stosunkowo krótki i przejściowy.
Czy była to sytuacja groźna? W polskich warunkach – nie miała charakteru systemowego ani nie pociągnęła za sobą poważnych skutków społecznych. Deflacja wynikała głównie ze spadających cen surowców (zwłaszcza ropy naftowej) i wysokiej konkurencji cenowej w handlu. Nie towarzyszyły jej oznaki recesji czy spadku wynagrodzeń. Dla konsumentów był to raczej okres tańszego życia niż realne zagrożenie dla gospodarki.
Jak świat broni się przed deflacją?
Doświadczenia z historii nauczyły nas, że deflacja to przeciwnik wyniszczający w dłuższej perspektywie. Dlatego banki centralne, takie jak amerykański Fed, Europejski Bank Centralny czy Narodowy Bank Polski, robią wszystko, by jej zapobiec? Ich celem jest utrzymać stabilną inflację w okolicach 2%, której poziom przyjmuje się jako najzdrowszy dla gospodarki.
Jakimi narzędziami walczy się z deflacją?
- Niskie stopy procentowe, nawet ujemne. To próba zachęcenia banków do pożyczania pieniędzy, a konsumentów i firm do wydawania i inwestowania, zamiast oszczędzania. Bo po co trzymać pieniądze w banku, skoro oprocentowanie jest zerowe lub nawet ujemne.
- Luzowanie ilościowe (Quantitative Easing – QE). To masowy skup obligacji i innych aktywów z rynku przez bank centralny. Zwiększa to ilość pieniądza w obiegu i obniża długoterminowe stopy procentowe.
- Polityka fiskalna rządu. W odpowiedzi na deflację rządy mogą zwiększać wydatki publiczne (np. na infrastrukturę), obniżać podatki, czy uruchamiać programy socjalne, aby pobudzić popyt i stworzyć miejsca pracy.
Walka z deflacją jest paradoksalnie trudniejsza niż walka z inflacją. O ile bank centralny może podnieść stopy procentowe i „ściągnąć” pieniądze z obiegu, i zdławić inflację, o tyle trudniej zmusić ludzi i firmy do wydawania pieniędzy, gdy panuje niepewność, a oni oczekują spadku cen.
Jaki inwestować w czasie deflacji?
W przypadku krótkotrwałej i łagodnej deflacji – jak ta, którą obserwowaliśmy w Polsce w latach 2014-2015 – inwestorzy nie mają powodów do paniki. Tego typu zjawiska, jeśli wynikają z czynników, jak spadek cen surowców czy silny kurs waluty, zazwyczaj nie wymagają zmiany strategii inwestycyjnej. Wręcz przeciwnie – zbyt pochopna reakcja może przynieść więcej szkody niż pożytku.
Zamiast reagować impulsywnie, lepiej skupić się na budowie dobrze zdywersyfikowanego portfela, który sprawdzi się w różnych warunkach gospodarczych. Deflacja to zjawisko, które może uderzyć silnie w niektóre branże lub regiony, dlatego kluczowe staje się unikanie nadmiernej koncentracji. Jeśli zainwestujesz cały kapitał na jednym rynku i właśnie tam wystąpi problem deflacji, możesz ponieść duże straty.
To szczególnie ważne w kontekście polskiego rynku, który stanowi zaledwie około 0,5% globalnej kapitalizacji rynku akcji. Skupianie całej strategii inwestycyjnej na tak niewielkim i podatnym na lokalne czynniki rynku niesie ze sobą duże ryzyko. Znacznie bezpieczniejsze i rozsądniejsze jest inwestowanie globalne, w spółki działające na różnych kontynentach, które sprzedają swoje produkty i usługi na wielu rynkach. Dokładnie takie podejście stosujemy w Portu. Taki portfel naturalnie rozkłada ryzyko, także to związane z deflacją w jednym konkretnym regionie.
Prawdopodobieństwo, że cały świat nagle pogrąży się w deflacji, jest bardzo niskie. Dlatego właśnie globalna dywersyfikacja to jeden z najlepszych sposobów, by nie tylko chronić swój kapitał, ale również spokojnie budować majątek.
Podsumowanie
Deflacja, choć brzmi kusząco jako „tańsze życie”, może stać się poważnym zagrożeniem dla gospodarki i każdego z nas. Kiedy konsumenci odkładają zakupy, a firmy tną koszty, uruchamia się groźna spirala spadku popytu, inwestycji i zatrudnienia. Historia Japonii i Wielkiego Kryzysu pokazuje, jak długo można tkwić w takiej pułapce – i jak bolesne mogą być jej skutki społeczne. Choć chwilowa deflacja wynikająca z postępu technologicznego lub wzrostu produktywności nie musi być szkodliwa, problem pojawia się wtedy, gdy spadki cen utrzymują się długotrwale i wynikają z ogólnego osłabienia gospodarki. Deflacja działa cicho i podstępnie, uderzając w fundamenty wzrostu, a jej skutki mogą być znacznie trudne do odwrócenia.
—————————————————————–
Na co zwrócić uwagę po przeczytaniu niniejszego artykułu?
– Artykuł nie jest rekomendacją inwestycyjną, a Portu nie świadczy usługi doradztwa inwestycyjnego.
– Historyczne wyniki inwestycji nigdy nie są gwarancją przyszłych zysków.
– Inwestycje na rynkach kapitałowych są zawsze ryzykowne, a Portu nie gwarantuje osiągnięcia zysków z inwestycji.
– Nie jesteś pewien, jaki profil ryzyka jest dla Ciebie odpowiedni? Wypełnij naszą ankietę inwestycyjną, by to sprawdzić.
– Artykuł jest materiałem marketingowym.
Andrzej jest analitykiem rynków finansowych w Portu, licencjonowanym Doradcą Inwestycyjnym oraz zwolennikiem pasywnego inwestowania. Specjalizuje się w analizie rynków oraz tworzeniu materiałów edukacyjnych z zakresu inwestycji i finansów, które pomagają inwestorom lepiej zrozumieć świat finansów. Interesuje się również geopolityką i ekonomią. Poza pracą gra na perkusji w zespole muzycznym i uwielbia spędzać czas w górach.
Na co zwrócić uwagę po przeczytaniu artykułu?
– Artykuł nie jest rekomendacją inwestycyjną, a Portu nie świadczy usługi doradztwa inwestycyjnego.– Historyczne wyniki inwestycji nigdy nie są gwarancją przyszłych zysków.– Inwestycje na rynkach kapitałowych są zawsze ryzykowne.– Portu nie gwarantuje osiągnięcia zysków z inwestycji.– Nie jesteś pewien, jaki profil ryzyka jest dla Ciebie odpowiedni? Wypełnij naszą ankietę inwestycyjną, by to sprawdzić.– Niniejszy artykuł jest materiałem marketingowym.
