„Rynek akcji to miejsce, gdzie pieniądze płyną od niecierpliwych do cierpliwych” – mawiał Warren Buffett, jeden z najbardziej konsekwentnych i cierpliwych inwestorów w historii. I trudno o lepsze podsumowanie sztuki inwestowania.
Większości z nas brakuje cierpliwości – chcemy efektów tu i teraz. Tymczasem to właśnie czas i spokój są fundamentem skutecznego budowania majątku. Wiedza o rynkach i kapitał są ważne, ale bez cierpliwości łatwo zniweczyć lata pracy. Wielu inwestorów traci zapał, gdy po kilku miesiącach nie widzą efektów swoich wpłat. Często wtedy decydują się sprzedać inwestycje. Inwestowanie pasywne nie polega na szybkim zysku, tylko na maratonie. Nuda, regularność i cierpliwość okazują się w praktyce największymi sprzymierzeńcami inwestora.
Iluzja szybkich zysków
Z natury jesteśmy niecierpliwi. W świecie pełnym newsów i „success stories” to tylko się wzmacnia. Media pokazują historie inwestorów, którzy trafili w jedną, wyjątkową inwestycję – kupili bitcoina, akcje Nvidii czy innej spółki technologicznej i zostali milionerami. Nic dziwnego, że rodzi się frustracja i pytania „Dlaczego mnie się to nie udało?”.
Problem w tym, że takie historie to wyjątki. Na jedną Nvidię przypada tysiące firm, które zbankrutowały – o nich nie przeczytamy już często.
Czy to znaczy, że inwestowanie nie ma sensu? Wręcz przeciwnie. Kluczem nie jest pogoń za „jedną inwestycją życia”, lecz regularne budowanie kapitału. Prawdziwe inwestowanie jest zwykle nudne – i właśnie ta „nuda” jest największą siłą inwestora.
Warto też pamiętać, że w dzisiejszym świecie nie ma szybkich i pewnych zysków bez ryzyka. Jeśli ktoś obiecuje nam błyskawiczne bogactwo, to najpewniej nie sprzedaje okazji inwestycyjnej, lecz próbuje nas okraść.
Zmienność rynku to norma
Rynki akcji nigdy nie rosną w linii prostej. Każdego dnia rosną i spadają pod wpływem nowych informacji. Wystarczy niespodziewany komunikat z banku centralnego, decyzja polityczna albo gorsze dane gospodarcze i indeksy zaczynają się chwiać.
Dla początkującego inwestora oznacza to często portfel świecący się na czerwono. Taki widok budzi naturalny niepokój i chęć ratowania kapitału. Nasz mózg, zaprogramowany przez ewolucję do reagowania na zagrożenie, podpowiada ucieczkę.
Problem w tym, że na rynku ucieczka zwykle oznacza sprzedaż w najgorszym możliwym momencie. Rynek wcześniej czy później odbija, a my zostajemy z poczuciem straty i zniechęceniem do dalszego inwestowania.
Dlatego rozpoczynając swoją przygodę z giełdą warto od razu zaakceptować prostą prawdę. Zmienność nie jest błędem systemu, lecz jego naturalną cechą. Kto to rozumie, temu łatwiej zachować spokój, gdy inni panikują.
Dlaczego panika szkodzi
Strach jest wpisany w ludzką naturę. Kiedyś chronił nas przed drapieżnikami, dziś bywa mobilizujący w codziennym życiu, ale w inwestowaniu częściej przeszkadza niż pomaga. Nasz mózg nie jest stworzony do radzenia sobie ze zmiennością portfela, dlatego aby odnieść sukces na rynku, często musimy działać wbrew instynktom.
Weźmy przykład dwóch znajomych. W lutym 2020 roku, tuż przed wybuchem pandemii COVID-19, Darek i Tomek zainwestowali po 100 tys. zł w ETF na indeks S&P 500, a dodatkowe 50 tys. zł odłożyli na lokacie. Kiedy w kolejnych tygodniach rynki ogarnęła panika i notowania spadły o jedną czwartą, Tomek w pośpiechu sprzedał akcje i całość środków przeniósł na lokatę. Darek również odczuwał lęk, ale postanowił zaufać radom bardziej doświadczonych inwestorów i nie sprzedał swoich ETF-ów. Mało tego – zerwał lokatę i dokupił kolejne jednostki za 50 tys. zł.
Rynek szybko odbił. Darek co miesiąc dokładał po 2 tys. zł, a Tomek – zrażony do giełdy – odkładał tę samą kwotę na lokacie. Po pięciu latach ich sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Obaj wpłacili łącznie po 280 tys. zł, ale portfel Darka wart jest o około 187 tys. zł więcej.
Historia Darka i Tomka pokazuje, jak drogo potrafi kosztować panika i jak wielką przewagą jest cierpliwość. Darek musiał przetrwać kolejne burze – spadki związane z wojną w Ukrainie, napięciami handlowymi czy inne rynkowe zawirowania. Za każdym razem w głowie pojawiały się wątpliwości, ale dzięki temu, że nie ulegał emocjom, dziś jego portfel jest znacznie większy.
Siła procentu składanego
W inwestowaniu największym sprzymierzeńcem nie jest ani szczęście, ani idealne wyczucie rynku, ale czas. Nawet niewielkie kwoty, jeśli da się im odpowiednio długą perspektywę, mogą urosnąć do solidnego kapitału. To właśnie działa efekt procentu składanego, który Albert Einstein nazwał „ósmym cudem świata”. Zyski zaczynają generować kolejne zyski, a nasz kapitał rośnie coraz szybciej.
Załóżmy, że odkładasz 100 zł miesięcznie. Na zwykłym rachunku po pięciu latach masz 6 tys. zł. Jeśli jednak tę samą kwotę zainwestujesz w globalny rynek akcji, zakładając średnią stopę zwrotu 8,5% rocznie (tyle wynosiła historyczna stopa MSCI World), po pięciu latach saldo wyniesie ok. 7,4 tys. zł. Różnica wydaje się niewielka.
Magia zaczyna się w długim terminie. Jeśli przez 50 lat będziesz tylko odkładać na nieoprocentowanym koncie, uzbierasz 60 tys. zł. Jeśli jednak tę samą kwotę zainwestujesz w rynek akcji, kapitał urośnie do blisko 860 tys. zł. Z tych samych 60 tys. wpłat robi się prawie 800 tys. zł zysku.
Taki majątek, ulokowany później w bezpiecznych instrumentach z odsetkami na poziomie 5%, mógłby generować stały dopływ gotówki w wysokości 3,5 tys. zł miesięcznie – bez naruszania kapitału.
Oczywiście w praktyce kapitał nie rośnie gładką linią, ale przez serię wzlotów i spadków. Widzieliśmy to w przypadku inwestycji Darka, który musiał przetrwać duże zawirowania na rynku. W długim terminie efekt procentu składanego działa jednak nieubłaganie na korzyść cierpliwego inwestora.
I nie trzeba od razu myśleć o perspektywie półwiecza. Już w 20 lat, bez bycia właścicielem dobrze prosperującej firmy czy dyrektorem korporacji, można zbudować kapitał, który zapewni godne życie na emeryturze i znacząco przybliży do wolności finansowej.
Co pomaga zachować cierpliwość
Zachowanie spokoju podczas inwestowania jest trudniejsze, niż się wydaje. Gdy rynki spadają, pojawia się strach i chęć ucieczki. Gdy notowania biją rekordy, rodzi się pokusa zainwestowania większej kwoty. To naturalne reakcje psychologiczne, które sprawiają, że wielu inwestorów kupuje drogo i sprzedaje tanio.
Cierpliwy inwestor stara się odciąć od tego szumu. Wie, że spadki są częścią rynku, a prawdziwe zyski przychodzą w długim terminie. Dlatego trzyma się swojej strategii i nie podejmuje decyzji pod wpływem emocji.
Strategia wcale nie musi być skomplikowana. Wystarczy regularne inwestowanie w szeroko zdywersyfikowane ETF-y i ustalenie stałej kwoty wpłat. Dzięki temu unikamy pokusy „timingowania rynku”, uśredniamy cenę zakupu i korzystamy z efektu procentu składanego.
Pomaga również automatyzacja. Dzięki Portu proces inwestowania można ustawić raz, a potem zapomnieć o comiesięcznym składaniu zleceń. Stały przelew, dobrany portfel i reszta dzieje się sama.
Kluczowe jest myślenie w perspektywie dekad, a nie miesięcy. Jeśli inwestujemy z myślą o emeryturze, krótkoterminowe spadki nie mają znaczenia. Wręcz przeciwnie – mogą być okazją do dokupienia aktywów taniej.
Warto też unikać szumu informacyjnego. Gdy rynek spada, nagłówki krzyczą o końcu hossy i nadchodzącym krachu. Takie treści tylko wzmagają stres. Lepiej wtedy odciąć się od portali finansowych, zrobić coś zupełnie innego i pamiętać, że rynki po każdym kryzysie prędzej czy później wracały do wzrostów.
Inwestowanie to maraton, a nie sprint. Nagrody nie przychodzą od razu, ale cierpliwość zawsze była i będzie największą przewagą inwestora.
W Portu zawsze pytamy nowych inwestorów o ich horyzont inwestycyjny. To nie musi być tylko formalność, ale sposób, aby każdy potraktował to jak umowę z samym sobą. Jeśli zaplanujesz, że inwestujesz na 10 lat, nie wypłacaj środków po trzech miesiącach tylko dlatego, że na rachunku widać chwilowy minus. Dobrym pomysłem może być też zaczęcie od mniejszych kwoty. Nie musisz inwestować jak w przykładzie Darka od razu 150 tys zł. Wystarczy niewielka suma, żeby zobaczyć, jak reagujesz na wahania rynku i oswoić się z emocjami.
Podsumowanie
Cierpliwość to jeden z najważniejszych składników długoterminowego inwestowania. To ona pozwala przejść przez rynkowe burze i w długim terminie budować stabilny kapitał. Rynki nigdy nie rosną w linii prostej – będą wzrosty i spadki, a nasza wytrwałość nieraz zostanie wystawiona na próbę. W takich momentach warto pamiętać, że każdy kryzys kiedyś się kończy, a nagroda trafia do tych, którzy dali kapitałowi czas, by pracował.
—————————————————————–
Na co zwrócić uwagę po przeczytaniu artykułu?
– Artykuł nie jest rekomendacją inwestycyjną, a Portu nie świadczy usługi doradztwa inwestycyjnego.
– Historyczne wyniki inwestycji nigdy nie są gwarancją przyszłych zysków.
– Inwestycje na rynkach kapitałowych są zawsze ryzykowne.
– Portu nie gwarantuje osiągnięcia zysków z inwestycji.
– Nie jesteś pewien, jaki profil ryzyka jest dla Ciebie odpowiedni? Wypełnij naszą ankietę inwestycyjną, by to sprawdzić.
– Niniejszy artykuł jest materiałem marketingowym.
Andrzej jest analitykiem rynków finansowych w Portu, licencjonowanym Doradcą Inwestycyjnym oraz zwolennikiem pasywnego inwestowania. Specjalizuje się w analizie rynków oraz tworzeniu materiałów edukacyjnych z zakresu inwestycji i finansów, które pomagają inwestorom lepiej zrozumieć świat finansów. Interesuje się również geopolityką i ekonomią. Poza pracą gra na perkusji w zespole muzycznym i uwielbia spędzać czas w górach.
Na co zwrócić uwagę po przeczytaniu artykułu?
– Artykuł nie jest rekomendacją inwestycyjną, a Portu nie świadczy usługi doradztwa inwestycyjnego.– Historyczne wyniki inwestycji nigdy nie są gwarancją przyszłych zysków.– Inwestycje na rynkach kapitałowych są zawsze ryzykowne.– Portu nie gwarantuje osiągnięcia zysków z inwestycji.– Nie jesteś pewien, jaki profil ryzyka jest dla Ciebie odpowiedni? Wypełnij naszą ankietę inwestycyjną, by to sprawdzić.– Niniejszy artykuł jest materiałem marketingowym.


