W okresach zwiększonej niepewności na rynkach finansowych inwestorzy zwykle kierują kapitał do tzw. bezpiecznych przystani. Do najczęściej wskazywanych należą złoto, obligacje skarbowe oraz waluty takie jak dolar amerykański, jen japoński czy frank szwajcarski. Obecna sytuacja na rynkach w dużej mierze przypomina właśnie taki moment. Wzrost napięć geopolitycznych i rosnąca zmienność skłaniają inwestorów do ograniczania ryzyka.
Tym razem jednak wiele z tych tradycyjnych bezpiecznych aktywów nie zachowuje się tak, jak inwestorzy przywykli obserwować w podobnych momentach w przeszłości.
Dlaczego bezpieczne przystanie tym razem nie działają
Jednym z powodów jest wzrost oczekiwań inflacyjnych związanych z drożejącymi surowcami energetycznymi. Wyższe ceny ropy i gazu zwiększają ryzyko inflacji, co z kolei podnosi rentowności obligacji skarbowych. Rosną także realne stopy procentowe, co widać choćby po wyższych rentownościach obligacji indeksowanych inflacją o średnich i długich terminach zapadalności.
Wyższe realne stopy procentowe zwykle nie sprzyjają złotu. Metal ten nie generuje bowiem dochodu odsetkowego, dlatego w środowisku rosnących realnych rentowności traci na atrakcyjności. Dodatkowo rynki coraz częściej zakładają, że banki centralne będą utrzymywać stopy procentowe na podwyższonym poziomie przez dłuższy czas, a tempo ich obniżek może być wolniejsze, niż wcześniej oczekiwano. W przypadku Europejskiego Banku Centralnego pojawiły się nawet oczekiwania, że do końca roku stopy procentowe mogą jeszcze wzrosnąć.
Na ceny złota negatywnie wpływa także silny dolar.
Jen japoński i frank szwajcarski również nie pełnią dziś w pełni swojej tradycyjnej roli. Obie gospodarki są silnie uzależnione od importu energii, dlatego wzrost cen ropy i gazu działa na nie niekorzystnie. W przypadku jena dodatkowym czynnikiem jest utrzymująca się różnica w poziomie stóp procentowych między Japonią a Stanami Zjednoczonymi, która sprzyja dolarowi.
Choć w Japonii pojawiają się sygnały o możliwej podwyżce stóp procentowych, rynek zakłada, że ewentualne zmiany nastąpią dopiero w drugiej połowie roku. W Szwajcarii z kolei bank centralny sugerował możliwość interwencji walutowych w przypadku zbyt silnego umocnienia franka, co ogranicza potencjał jego wzrostu.
Najlepiej radzi sobie dolar
W obecnym otoczeniu relatywnie najlepiej zachowuje się dolar amerykański. Wspiera go zmiana oczekiwań dotyczących polityki monetarnej w Stanach Zjednoczonych. Jeszcze niedawno rynek zakładał obniżki stóp procentowych w tym roku o około 60 punktów bazowych. W ostatnich dniach oczekiwania te mocno spadły.
Dolar korzysta również z pozycji Stanów Zjednoczonych na globalnym rynku energii. USA są dziś jednym z największych producentów ropy naftowej na świecie oraz największym eksporterem skroplonego gazu ziemnego. Wyższe ceny energii oczywiście wpływają także na amerykańską gospodarkę, jednak Stany Zjednoczone są na nie mniej wrażliwe niż kraje silnie uzależnione od importu surowców.
Połączenie relatywnie korzystnej sytuacji energetycznej oraz utrzymujących się wysokich stóp procentowych sprawia, że dolar pozostaje obecnie najbardziej odporną z tradycyjnych bezpiecznych przystani.
Powrót do wcześniejszej równowagi nie będzie szybki
Nastroje na rynkach w najbliższym czasie będą w dużej mierze zależeć od długości konfliktu z Iranem. Im dłużej potrwa napięcie w regionie Zatoki Perskiej, tym silniejsze mogą być krótkoterminowe presje inflacyjne związane z cenami energii.
Nawet w przypadku szybkiej stabilizacji sytuacji trudno jednak oczekiwać natychmiastowego powrotu cen ropy i gazu do poziomów sprzed eskalacji konfliktu. W pierwszej kolejności konieczna będzie ocena skali zniszczeń infrastruktury energetycznej w regionie. Uszkodzenia instalacji naftowych i gazowych mogą przez pewien czas utrzymywać ceny surowców na podwyższonym poziomie.
Nie jest również przesądzone, że wyższe ceny ropy szybko doprowadzą do znaczącego wzrostu podaży w innych częściach świata. W wielu przypadkach ograniczeniem mogą być zdolności produkcyjne oraz infrastruktura.
Kluczowym pytaniem dla rynków finansowych pozostaje więc to, czy obecny szok energetyczny okaże się jedynie krótkotrwałym impulsem podażowym, czy też przerodzi się w bardziej trwałą presję inflacyjną, która wpłynie na oczekiwania dotyczące polityki monetarnej.
Na razie sygnały z rynku wskazują raczej na pierwszy scenariusz.
Od inflacji do słabszego wzrostu
Długoterminowe oczekiwania inflacyjne pozostają na razie relatywnie stabilne. Ich wyraźny spadek mógłby jednak oznaczać, że rynek zaczyna obawiać się nie tylko inflacji, ale również wyraźnego spowolnienia gospodarczego.
Paradoksalnie więc spadek oczekiwań inflacyjnych nie byłby w tym przypadku dobrą wiadomością. Mógłby sugerować, że inwestorzy zaczynają wyceniać słabszy wzrost gospodarczy i niższą inflację w średnim oraz długim terminie.
Na razie takie obawy są jednak ograniczone. W ostatnim czasie rentowności obligacji indeksowanych inflacją na długim końcu krzywej lekko wzrosły, co wskazuje, że rynek nie zakłada obecnie głębokiego spowolnienia gospodarczego ani szybkiego spadku stóp procentowych.
Jednocześnie nie widać wyraźnych sygnałów, że konflikt miałby prowadzić do znaczących zmian w polityce fiskalnej lub dużego wzrostu emisji długu publicznego.
Inwestorzy powinni zachować spokój
Dalszy rozwój sytuacji na rynkach będzie zależał przede wszystkim od przebiegu konfliktu w regionie Zatoki Perskiej oraz od tego, jak duży wpływ będzie miał on na infrastrukturę energetyczną.
Im dłużej potrwa konflikt i im większe będą zniszczenia, tym większe ryzyko negatywnego wpływu na globalną gospodarkę.
Na razie jednak rynki nie mają jednoznacznej odpowiedzi na te pytania. Dlatego z perspektywy inwestorów długoterminowych najrozsądniejszym podejściem pozostaje zachowanie spokoju i trzymanie się przyjętej strategii inwestycyjnej. Stabilizacja sytuacji geopolitycznej mogłaby bowiem doprowadzić do korekty ostatnich ruchów cenowych na wielu rynkach finansowych.
Jan jest pasjonatem rynków i ekonomii. Kieruje zespołem analityków Portu, z którym komentuje rozwój sytuacji gospodarczej i rynkowej oraz opracowuje prognozy. Regularnie informuje inwestorów o najważniejszych kwestiach poprzez artykuły, podcasty i webinaria. Prowadzi wykłady eksternistyczne na Uniwersytecie Metropolitalnym w Pradze i jest współautorem książki „Rynki: Polityka pieniężna dla entuzjastów i inwestorów”.
Na co zwrócić uwagę po przeczytaniu artykułu?
– Artykuł nie jest rekomendacją inwestycyjną, a Portu nie świadczy usługi doradztwa inwestycyjnego.– Historyczne wyniki inwestycji nigdy nie są gwarancją przyszłych zysków.– Inwestycje na rynkach kapitałowych są zawsze ryzykowne.– Portu nie gwarantuje osiągnięcia zysków z inwestycji.– Nie jesteś pewien, jaki profil ryzyka jest dla Ciebie odpowiedni? Wypełnij naszą ankietę inwestycyjną, by to sprawdzić.– Niniejszy artykuł jest materiałem marketingowym.