„Za 10 lat inwestowanie będzie kosztować Cię więcej” - rozmawiamy z Dagmarą Delikat

„Za 10 lat inwestowanie będzie kosztować Cię więcej” - rozmawiamy z Dagmarą Delikat

Rozmawiamy o tym, jak wyglądały jej początki z inwestowaniem, dlaczego cierpliwość bywa ważniejsza niż perfekcyjna strategia i czemu największą zmianą finansową często nie jest wyższa pensja, ale zmiana sposobu myślenia o pieniądzach.
Emilia Rybak 04.06.2026

Jeszcze kilka lat temu inwestowanie wielu osobom kojarzyło się głównie z wykresami, skomplikowanym językiem i światem niedostępnym dla zwykłych ludzi. Dziś coraz więcej kobiet pokazuje, że finanse można oswoić po swojemu, bez pogoni za szybkim sukcesem. Jedną z nich jest Dagmara Delikat, twórczyni profilu Motywator Finansowy, która od lat edukuje o pieniądzach, inwestowaniu i budowaniu zdrowych nawyków finansowych.

Rozmawiamy o tym, jak wyglądały jej początki z inwestowaniem, dlaczego cierpliwość bywa ważniejsza niż perfekcyjna strategia i czemu największą zmianą finansową często nie jest wyższa pensja, ale zmiana sposobu myślenia o pieniądzach.

Zanim powstał Motywator Finansowy czym się zajmowałaś zawodowo, jak wyglądała Twoja ścieżka zawodowa i edukacja?

Myślę, że trudno o wykształcenie, które ma mniej wspólnego z pieniędzmi, niż moje. Jestem magistrem Stosunków Międzynarodowych i Dziennikarstwa z Komunikacją Społeczną. Poważnie myślałam o doktoracie, ale jednak uznałam, że nakład pracy jest nieproporcjonalnie duży w porównaniu z zarobkami na uczelniach. 

Ostatecznie najbliżej wyuczonego zawodu byłam w momencie, kiedy pisałam na zamówienie dla agencji marketingowej. Początkowo nie zarabiałam na tym dużo, więc robiłam dodatkowo inne rzeczy. Byłam brafitterką, sprzedawałam ofertę na Internet, usługi dla biznesu. Natomiast dość szybko zorientowałam się, że marketing internetowy to miejsce, gdzie można zarobić dobre pieniądze, więc po zdobyciu doświadczenia ze zleceń postanowiłam założyć własną działalność właśnie w tej branży. 

Skąd pomysł na powstanie Motywatora Finansowego?

Sama moją wiedzę o finansach czerpałam w dużej mierze z Internetu i pamiętam jaka to była przeprawa. W tamtych czasach wszystkie dostępne materiały były pisane bardzo skomplikowanym językiem, który z daleka krzyczał „Nie zbliżaj się. To temat dla zawodowców”. Na szczęście nie dałam się odstraszyć, bo wiedziałam że to jedyna droga. I chyba odezwała się we mnie niedoszła dydaktyczka, która pomyślała, że inni nie muszą się tak męczyć. Wspólnie z Mateuszem, moim partnerem, zrobiliśmy mały research. Okazało się, że faktycznie jest spora luka na rynku, a nasze doświadczenie może się komuś przydać. Ale nie przypuszczaliśmy, że profil może się tak rozrosnąć. Nie mieliśmy wobec niego aż tak wielkich planów.

Pamiętasz moment, w którym po raz pierwszy pomyślałaś: „muszę zacząć lepiej zarządzać pieniędzmi”?

W liceum. Nie było to związane z tym, że robiłam coś źle. Po prostu wiedziałam, że jeśli chcę wyjechać na studia to nie dostanę zbyt dużego wsparcia finansowego od rodziców i muszę ogarnąć to sama. Uznałam, że nie tylko muszę zacząć zarabiać, ale też mądrze wydawać te ograniczone środki, które będę miała do dyspozycji.

Pierwsze co przyszło mi do głowy to zaplanowanie wydatków na najbliższe miesiące. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że nazywa się to budżetowaniem. Planowałam strategicznie zakupy, żeby niczego nie marnować i jak najwięcej dorwać na promocji. Czasami zostawałam z kilkoma puszkami tuńczyka i niczym więcej. Z początku mocno mnie to stresowało, ale jak zobaczyłam, że trzymanie się planu daje efekt, poczułam wielką ulgę. Budżetowanie zostało mi do dziś i jestem z tego bardzo zadowolona.

Jak wyglądały Twoje początki z inwestowaniem? Co było wtedy najtrudniejsze?

Najtrudniejsza była chyba bariera wejścia. Trudny język i skomplikowane pojęcia. Brak materiałów od podstaw. Teraz jest to zdecydowanie łatwiejsze. Banki czy instytucje w końcu zrozumiały, że początkujący klienci również są wartościowi i mówią przyjaźniejszym językiem. Pojawiły się nowe możliwości inwestowania, a materiały edukacyjne to już nie tylko książki dla studentów i absolwentów finansów.

Czy miałaś kiedyś przekonanie o pieniądzach lub inwestowaniu, które dziś uważasz za kompletnie błędne?

Dorastałam w przekonaniu, że nie da się uczciwie zarobić dużych pieniędzy. Że jeśli ktoś jest bogaty, to na pewno dorobił się kosztem innych, albo ma szczęście, którego zwykli ludzie nie mają. To było bardzo ograniczające myślenie, bo z góry stawiałam sobie niewidzialny sufit.

Dziś wiem, że to nieprawda. Przestałam patrzeć na pieniądze jak na coś podejrzanego. Widzę w nich narzędzie i efekt dobrze zbudowanego systemu. Poznałam mnóstwo osób, które uczciwie budowały swoje majątki latami – poprzez konsekwencję, rozwój kompetencji, przedsiębiorczość i dobre decyzje finansowe. Bez dróg na skróty.

Okazuje się, że uczciwość i większe pieniądze się nie wykluczają. One mogą iść ze sobą w parze.

Wiele osób nadal myśli, że inwestowanie jest tylko dla bogatych. Dlaczego Twoim zdaniem ten mit wciąż jest tak silny?

Bo dostajemy mnóstwo historii pokazujących ludzi, którzy „osiągnęli sukces z dnia na dzień”, a nikt nie mówi o tym, że droga do tego natychmiastowego sukcesu to lata pracy. Tak samo jest z inwestowaniem. Widzimy tych, którzy obracają ogromnym kapitałem i chcemy tak samo. Lata dochodzenia do tego etapu chcemy pominąć, albo w ogóle nie zdajemy sobie sprawy, że są konieczne.

Dlatego tak ważne jest oswajanie ludzi z inwestowaniem długoterminowym, które jest bardziej przystępne i więcej wybacza.

Co powiedziałabyś osobie, która chce inwestować, ale boi się, że „nie zna się na finansach”

Powiedziałabym przede wszystkim, że inwestowanie wcale nie wygląda tak jak na filmach. To nie jest siedzenie przed sześcioma monitorami, analizowanie wykresów po nocach i podejmowanie decyzji w sekundę. Mam wrażenie, że wiele osób boi się inwestowania właśnie dlatego, że kojarzy je ze scenami z „Wilka z Wall Street” czy „Big short”. A prawda jest taka, że dziś można inwestować naprawdę prostymi metodami – bez ekonomicznego wykształcenia i bez spędzania kilku godzin dziennie na analizach.

Po drugie, powiedziałabym, że w inwestowaniu dużo ważniejszy od superskomplikowanych strategii jest czas. Regularność i cierpliwość często wygrywają z próbą „przechytrzenia rynku”. Nie trzeba idealnie przewidywać momentów wzrostów i spadków. Dużo większe znaczenie ma to, żeby zacząć możliwie wcześnie i konsekwentnie budować swój kapitał nawet małymi kwotami.

Po trzecie, dzisiaj mamy też dostęp do ogromnej liczby narzędzi, które maksymalnie upraszczają inwestowanie. Są robodoradcy, gotowe portfele inwestycyjne dopasowane do poziomu ryzyka czy aplikacje, które prowadzą użytkownika praktycznie krok po kroku.

I po czwarte, warto pamiętać, że nikt nie rodzi się z wiedzą o finansach. Każda osoba, która dziś inwestuje świadomie, kiedyś też zaczynała od zera i miała mnóstwo pytań. Nie trzeba wiedzieć wszystkiego na start. Wystarczy się uczyć małymi krokami i dać sobie prawo do tego, żeby nie być ekspertką czy ekspertem od pierwszego dnia.

Dagmara Motywator Finansowy

„Bez względu na to jaką kwotę inwestujemy, jeśli robimy to regularnie, to po tych 5-10 lat inwestowania mamy w portfelu spore pieniądze. Te pieniądze naprawdę robią różnicę. Dają ogromne poczucie bezpieczeństwa, spokojną głowę, możliwość realizacji celów, środki na pasję czy regularne wakacje.

Czy Ty sama miałaś momenty zwątpienia podczas spadków na rynku? Jaka jest Twoim zdaniem recepta na nauczenie się cierpliwości w inwestowaniu, kiedy wszyscy wokół oczekują szybkich efektów?

Jasne, że tak. Przede wszystkim widząc spadki, widziałam stracone pieniądze, na które tak ciężko pracowałam. Z jednej strony wiedziałam, że po spadkach rynek odbija, ale mój własny mózg mnie sabotował, podpowiadając, że przecież tym razem na pewno będzie inaczej i czeka na nas totalna zguba. Nie wiem czy można sobie poradzić z tym inaczej, niż po prostu kilka razy to przeżyć i przekonać się na własnej skórze, że chwilowe spadki to wcale nie jest jakaś wielka tragedia.

Warto też pamiętać o dywersyfikacji. Zabezpieczeniu portfela bezpieczniejszymi aktywami. Do tego unikanie lub przeznaczenie tylko niewielkiej części portfela na aktywa najbardziej ryzykowne. Dobrą zasadą jest również inwestowanie tylko tyle ile jesteśmy gotowi stracić. Dzięki temu można uniknąć sprzedaży aktywów w panice.

Myślę, że istotne jest zadbanie o to, żeby  pieniądze włożone w inwestycje nie były całymi naszymi oszczędnościami. Zdecydowanie najpierw trzeba zbudować bezpieczną poduszkę finansową, czyli mieć tzw. Oszczędności na czarną godzinę, które pokryją 3-6 miesięcy naszych wydatków. W moim przypadku więcej, ale ja jestem panikarą. Łatwiej jest o cierpliwość w inwestowaniu, kiedy wiemy, że te pieniądze nie są nam potrzebne na już.

Warto ustalić sobie cele inwestowania. Np. na emeryturę, na nowy dom, na przyszłość dzieci. Można mieć kilka. Jeśli dopiero zaczynamy i mamy do dyspozycji małe środki to warto od początku założyć długi okres trwania inwestycji. Gdy przekonamy się do inwestowania lub zobaczymy jego efekty to zawsze możemy zmienić pierwotną strategię.

Co według Ciebie jest większym problemem: brak pieniędzy czy brak dobrych nawyków finansowych?

Brak dobrych nawyków! Osoba, która nie nauczy się obchodzić z pieniędzmi przy małym budżecie, nie poradzi sobie przy dużym budżecie. Takim chyba najbardziej jaskrawym przykładem są osoby, które wygrywają kosmiczną kwotę na loterii i roztrwaniają ją w ciągu kilku lat.

Trudno mi sobie wyobrazić, że mając złe nawyki finansowe można w ogóle zbudować pokaźny majątek. Możesz zarabiać 100 tysięcy miesięcznie, ale jeśli jednocześnie wydajesz co miesiąc te 100 tysięcy, co tak naprawdę żyjesz od wypłaty do wypłaty.     

Z kolei kiedy nie masz pieniędzy, przy dobrych nawykach i odrobinie cierpliwości sobie z tym poradzisz.

Czy widzisz różnice między podejściem kobiet i mężczyzn do inwestowania? Kobiety nadal inwestują rzadziej niż mężczyźni, mimo że coraz więcej mówi się o edukacji finansowej, co Twoim zdaniem jest tego przyczyną?

Kobiety mają więcej cierpliwości i więcej czasu poświęcają na analizę. Myślą bardziej długoterminowo. Nie szukają szybkiej okazji do wzbogacenia się, a raczej możliwości do spokojnego i bezpiecznego budowania majątku. Z pracy z różnymi inwestorami i inwestorkami zauważyłam, że większość kobiet nie przestaje się uczyć i cały czas stara się poszerzać swoją wiedzę. Natomiast mężczyźni szybciej uznają, że wiedza, którą posiadają jest wystarczająca do skutecznego poruszania się na rynku. Oba podejścia mają swoje plusy.

Dużo mówimy o edukacji finansowej i to zdecydowanie jest to droga w dobrym kierunku, ale myślę że potrzeba czasu, aby pozbyć się przekonania, z którym się spędziło całe życie. Czyli, że inwestowanie to bardzo skomplikowane i ryzykowne działanie. Do tego wymagające tzw. Umysłu ścisłego.

Nie pomaga też promowanie zjawisk typu girl math, budujących narrację, że kobiety są głupie i nie potrafią rozsądnie zarządzać budżetem.

Jak zachęcić kobiety do większej pewności siebie w finansach i inwestowaniu?

Nie ma pewności siebie bez praktyki. Dlatego warto zachęcać kobiety do inwestowania, nawet minimalnych kwot. Bo najpierw trzeba się obyć z samym procesem podejmowania decyzji finansowych, obserwowania rynku i emocji, które temu towarzyszą. Pewność siebie nie pojawia się po przeczytaniu książki, tylko buduje się poprzez działanie.

Ogromną rolę odgrywa również język, jakim mówimy o finansach. Zamiast wyśmiewać brak wiedzy, warto normalizować to, że każdy kiedyś zaczynał. Kobiety potrzebują przestrzeni, w której mogą zadawać pytania bez obawy, że zostaną ocenione. Do tego duże znaczenie ma też reprezentacja. Im więcej kobiet otwarcie mówi o pieniądzach, inwestowaniu i budowaniu majątku, tym łatwiej o myśl, że „ja przecież też tak mogę”. Pewności siebie bardzo pomaga poczucie, że nie jest się w tym samą.

Jakie pytania o pieniądze lub inwestowanie kobiety zadają Ci najczęściej?

Skąd mam na to czas. I faktycznie kiedyś poświęcałam inwestowaniu mnóstwo czasu. Kilka godzin dziennie to była dla mnie codzienność. Obserwowanie wykresów, wyszukiwanie formacji, czytanie komunikatów, prowadzenie dziennika. I oczywiście nauka. Można powiedzieć, że to była praca na pełen etat. Ale jednocześnie był to okres, kiedy przede wszystkim interesował mnie handel krótkoterminowy.

Natomiast teraz zmieniłam strategię i moje inwestowanie ograniczam do jednego dnia w miesiącu. Wtedy sprawdzam stan portfeli, wpłacam lub wypłacam środki. I to też jest fajne, że w ramach jednego tematu mamy tak wiele różnych możliwości.

Jak odróżnić wartościową edukację finansową od „internetowych guru” obiecujących szybkie zyski?

Szybko można zauważyć brak logiki w głoszonych komunikatach lub spore pominięcia. Nigdy też nie ma informacji o ryzyku straty lub samych przykładach takiej straty. Wszystko skupia się wokół niewyobrażalnych zysków i wizji całkowitej odmiany życia. To działa na emocje.

Przez lata edukowania o finansach zauważyłam, że najskuteczniejsze sposoby budowania majątku są jednocześnie najmniej ekscytujące. Wyrażenia takie jak regularne oszczędzanie czy rozsądne inwestowanie nie brzmią atrakcyjnie. Tylko że to właśnie te nudne metody faktycznie dają efekt. Pozytywny efekt.

Czy istnieje według Ciebie „idealny moment” na rozpoczęcie inwestowania?

Teraz. Czekanie na idealny moment to duży koszt i po prostu strata czasu. Natomiast wejście tu i teraz oznacza, że właśnie zaczyna się zdobywanie przez nas doświadczenia. Jak do wszystkiego, warto do inwestowania podejść na spokojnie i nie rzucać się od razu na głęboką wodę.

Na co dziś najchętniej wydajesz pieniądze, a na co już zupełnie nie?

Najchętniej wydaję na wyjazdy i dobre jedzenie. Podróże dają mi zmianę perspektywy. Nawet krótki wyjazd pozwala mi odświeżyć głowę, odciąć się od codziennego trybu i wrócić z nową energią do pracy. Nie muszą to być dalekie kierunki. Wystarcza mi dobrze zaplanowany weekend, żebym poczuła, że odpoczęłam.

Jedzenie z kolei traktuję trochę jak małe codzienne święto. Lubię odkrywać nowe smaki, ale też po prostu usiąść i zjeść coś, co jest dobrze zrobione. Ważne jest dla mnie też to, że lepsza jakość jedzenia realnie wpływa na samopoczucie, energię i to, jak funkcjonujemy na co dzień.

Z kolei zupełnie przestałam wydawać pieniądze na bardzo drogie, często profesjonalne sprzęty do sporadycznego używania. Oczywiście często jest tak, że kupując dobre jakościowo rzeczy (na ogół droższe) faktycznie na dłuższą metę oszczędzamy, ale z drugiej strony nie każdy drogi zakup można w ten sposób usprawiedliwić. Dlatego przestałam to robić.

Jak wygląda Twoja definicja „finansowego sukcesu”?

Dla mnie finansowy sukces to przede wszystkim odzyskanie czasu. Pieniądze są ważne, ale same w sobie nie są celem, tylko narzędziem, które ma dawać wolność. A wolność zaczyna się wtedy, kiedy nie muszę już wymieniać każdej godziny życia na pieniądze. Kiedy mogę decydować nie tylko ile zarabiam, ale też kiedy i jak pracuję. To moment, w którym finanse przestają kontrolować mój kalendarz, a zaczynają go wspierać.

Drugim dla mnie bardzo konkretnym symbolem tego sukcesu jest możliwość spakowania plecaka w środku tygodnia i wyjechania na wakacje. Bez kombinowania, bez tłumaczenia się. Po prostu mam taką zachciankę i mogę ją zrealizować.

Gdybyś mogła dać jedną radę finansową swojej młodszej wersji siebie co by to było?

Najpierw płać sobie. To jedna z tych zasad, które na początku brzmią trochę egoistycznie – bo jak to „najpierw ja”? A rachunki, mieszkanie, życie? A właśnie taka zmiana myślenia o finansach może nam ustawić życie.

Dlatego gdybym mogła cofnąć czas, powiedziałabym młodszej sobie: nie odkładaj tego, co zostanie Ci na koncie pod koniec miesiąca, bo najczęściej nie zostanie nic. Dlatego trzeba odwrócić tę kolejność. Najpierw odkładasz, zanim pieniądze się rozejdą. To nie musi być od razu duża kwota. Najważniejsze jest, żeby to było stałe i niepodlegające negocjacjom działanie. Bo wtedy zaczynasz budować nawyk, a nie testujesz silną wolę.

I nagle okazuje się, że to Ty decydujesz o swoich pieniądzach, a nie one o Tobie.

Co chciałabyś, żeby ludzie zrozumieli o inwestowaniu, zanim minie kolejnych 10 lat i znów powiedzą sobie: „szkoda, że nie zacząłem wcześniej”?

Że za 10 lat to inwestowanie będzie ich kosztować więcej pieniędzy. Jeśli zaczną teraz to mogą to robić z mniejszym kapitałem, który będzie dłużej pracować. Czas jest największym sprzymierzeńcem w inwestowaniu. Lepiej jest zacząć wcześniej i wpłacać małe kwoty, niż odwlekać inwestowanie w czasie i zacząć później, ale z większą kwotą.

Dodatkowa kwestia jest taka, że spektakularne efekty inwestowania, na które każdy liczy, pojawiają się dopiero po kilku latach regularnych działań. Więc jeśli do 10 lat odłożenia inwestowania dodamy np. 5 lat niewielkich efektów to jesteśmy już 15 lat w plecy. To bardzo długo.

No i najważniejszy argument. Bez względu na to jaką kwotę inwestujemy, jeśli robimy to regularnie, to po tych 5-10 lat inwestowania mamy w portfelu spore pieniądze. Te pieniądze naprawdę robią różnicę. Dają ogromne poczucie bezpieczeństwa, spokojną głowę, możliwość realizacji celów, środki na pasję czy regularne wakacje. Jeśli mądrze będziemy zarządzać wypłatami to mogą to być środki, które będą nam to dawać do końca życia. To super sprawa.

 

Emilia Rybak
Emilia Rybak

Emilia troszczy się o polską wersję Portu. Dba o to, aby u naszych polskich klientów wszystko działało jak należy. Zajmuje się także działaniami komunikacyjnymi i PR w Polsce. Do jej pasji można zaliczyć lingwistykę, ornitologię i architekturę, w wolnym czasie lubi słuchać podcastów.

Na co zwrócić uwagę po przeczytaniu artykułu?

– Artykuł nie jest rekomendacją inwestycyjną, a Portu nie świadczy usługi doradztwa inwestycyjnego.– Historyczne wyniki inwestycji nigdy nie są gwarancją przyszłych zysków.– Inwestycje na rynkach kapitałowych są zawsze ryzykowne.– Portu nie gwarantuje osiągnięcia zysków z inwestycji.– Nie jesteś pewien, jaki profil ryzyka jest dla Ciebie odpowiedni? Wypełnij naszą ankietę inwestycyjną, by to sprawdzić.– Niniejszy artykuł jest materiałem marketingowym.

Nowości ze świata finansów

Regularne podsumowanie najważniejszych wydarzeń ze świata rynków finansowych i gospodarki. Bez spamu, obiecujemy.